
06 lip Kombinat – polski tapas bar w sercu Jeżyc
W odpowiedzi na trend kuchni roślinnej w Poznaniu przybywa miejsc serwujących kuchnię wegańską i wegetariańską. Jednym z miejsc, w których karmią zarówno mięsożerców, jak i jaroszy jest Kombinat na tętniącej życiem Kościelnej. Zjemy tu zdrowe i świeże małe dania, na zimno i na ciepło. Wypisane na tablicy potrawy i napoje niemal codziennie są aktualizowane. Jest w czym wybierać. Znajdziecie tu wariacje na temat kanapek, sałatki, zupy i inne przystawki, a do tego wszystkiego domowe, organiczne lemoniady i wina. Słyszałam o tym miejscu wiele dobrego, więc moje oczekiwania przed pierwszą wizytą były wysokie.
Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy jest ciekawa identyfikacja wizualna lokalu. Minimalistycznie, a jednak z pomysłem, tak jak lubię
Szyld przyciągnął nie tylko mnie, bo w piątkowe popołudnie w środku nie ma już wolnych stolików. Na szczęście przed lokalem zadbano o kilka dodatkowych miejsc, przy których można konsumować na świeżym powietrzu. Siedzieliśmy na zewnątrz, w związku z tym nie będę pisać o wystroju knajpki. Skupmy się na tym co w restauracji najważniejsze – jedzeniu.

Zacznijmy od pyzy z karkówką (3zł). Nie spodziewajcie się kluchy pływającej w pieczeniowym sosie. Pyza wygląda jak… burger! Przekrojona na pół, skrywa w środku kawałki lekko pikantnej karkówki i czerwoną kapustę. Mniam! Klasyczne, tradycyjne, polskie danie zaaranżowane do nowoczesnej formy.
Mój absolutny hit to kotleciki szpinakowo-jaglane (3zł). Niełatwo mi opisać ich smak, bo nie wiem do czego można go porównać, to po prostu trzeba spróbować. Są delikatne i mięciutkie. Zdecydowanie zaspokoją apetyt tych, którzy mają sentyment do mielonych, ale z różnych przyczyn preferują wersje bezmięsne. Kotleciki podane są z bagietką i prostą sałatką – rukola, liście szpinaku i dobry dressing.
Wyrazisty winegret pojawia się też w sałatce z kurczakiem (3zł) i robi całemu daniu znakomitą robotę. Nie mam zastrzeżeń. Jak na danie za kilka złotych to kawałków kurczaka jest w nim stosunkowo dużo,a poza tym są soczyste i konkretnie doprawione.
Niestety wołowina burito (5zł) nie wzbudza we mnie tak pozytywnych uczuć. Danie było trochę mdłe, a wołowiny jest w nim jak na lekarstwo.
Wrażenie z pierwszej wizyty jest takie, że na pewno się polubimy. Mimo, że konkurencja wśród lokali w sercu Jeżyc jest ogromna, widzę w tym miejscu spory potencjał. Wystarczy nieco skrócić czas oczekiwania i bardziej wyszkolić obsługę. Jest pysznie, z fantazją i niedrogo, a potrawy cieszą oczy i podniebienie. Ceny wszystkich dań wahają się pomiędzy 3, a 5 zł, dlatego zdecydowanie nie nadwyrężają studenckiego budżetu. Za 4 dania i lampkę wytrawnego, białego wina zapłaciłam 17zł.
P.S. Tak, to prawda, że kelnerką jest tam Mania z „Przepisu na życie” :)
Jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi postami, już teraz polub naszą stronę na Facebooku :)
No Comments